Walka Borysa Mańkowskiego z Marcinem Wrzoskiem na KSW 53, to starcie na szczycie kategorii lekkiej. Mocno podgrzewana przez zawodników atmosfera przed starciem nie jest przypadkiem, gdyż starcie jest nieoficjalnym eliminatorem do pasa największej polskiej organizacji.

“The Tasmanian Devil” po serii trzech przegranych z rzędu z m.in Mamedem Khalidovem i Normanem Pakiem oraz utracie pasa kategorii półśredniej w pojedynku z Roberto Soldiciem, zwyciężył na KSW 51 bardzo szybko poddając  Vaso Bakočevicia.

Do walki z “Polish Zombie” Borys podchodzi mocno zmotywowany, do swoich przygotowań dorzucił współpracę z trenerem od przygotowania fizycznego, co może zwiastować nam jeszcze lepszą formę Poznaniaka niż mogliśmy to widzieć w ostatnich pojedynkach, o czym możemy przeczytać na jego koncie w social mediach.

„Za duże tempo sobie narzuciłeś w tej pierwszej rundzie…” Słyszałem to już wiele razy i fakt na tamtego Borysa rzeczywiście tak było, ale postanowiłem zmienić nie taktykę walki a sięgnąć po coś, czego wcześniej nie było. Od walki z Vaso po raz pierwszy w życiu korzystam z pomocy trenera od przygotowania fizycznego. Dlaczego tak późno się za to wziąłem? Bo postępowałem głupio, po prostu. TERAZ jestem gotowy napierdalać jak karabin od pierwszej do ostatniej rundy, tak więc 11 lipca otwierajcie oczy szeroko i patrzcie co się będzie działo.

Marcin Wrzosek to były champion w wadze piórkowej, do walki z Borysem przystępuje po porażce na KSW 50, gdzie musiał uznać wyższość Normana Parka po niejednogłośnej decyzji sędziów. “Polish Zombie” przez dłuższy okres czasu zabiegał o rewanż z Irlandczykiem, oraz na horyzoncie pojawił się możliwy pojedynek z byłym zawodnikiem UFC Artemem Lobovem, lecz koniec końców zobaczymy starcie Łodzianina z Poznaniakiem.

Źródło:Instagram/Borys Mańkowski

 

 

 

Recommended Posts

No comment yet, add your voice below!


Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *