suMMAlista #2 – 15 zawodników wagi półciężkiej których mogłoby zakontraktować KSW

summa – kompendium, dzieło, podręcznik mający być podsumowaniem rozważań autora na dany temat

Taka właśnie jest ta seria artykułów. Bardzo często zdarza mi się prowadzić w swoich myślach monolog, zadawać pytania i szukać na nie odpowiedzi. Niekiedy jednak brakuje mi drugiej osoby, kogoś, kto będzie mógł dowiedzieć się o moich myślach, kogoś z kim będę mógł przeanalizować wszystkie „za” i „przeciw” w danej tematyce. Dlatego postanowiłem podzielić się nimi z Wami, drodzy czytelnicy i stąd też wzięła się suMMAlista.

„Epizody” z cyklu suMMAlisty będą pojawiać się regularnie co jakiś czas, być może raz w miesiącu, być może szybciej, postaram się jednak by pojawiały się cyklicznie i systematycznie. Pomysłów na różne „zestawienia” w świecie MMA mam mnóstwo, dla jednych pewnie mniej, dla drugich może nieco bardziej ciekawe. Oczywiście każdy tekst, każda lista i wszystko co znajdziecie w tych artykułach jest tylko i wyłącznie moim osobistym poglądem w danym temacie i absolutnie nie musicie się z nim zgadzać. Dziękuję że tu zajrzałeś i zapraszam na dzisiejszą suMMAlistę!


W dzisiejszej suMMAliście kontynuujemy przegląd zawodników z poszczególnych kategorii wagowych, którzy potencjalnie mogliby zasilić szeregi KSW. Po wadze ciężkiej, czas na – jak się przekonałem podczas pisania tego artykułu – jeszcze bardziej ubogą i problematyczną dywizje półciężką. 

Odnośniki do pozostałych zestawień:

*Na poniższej liście znajdują się tylko tacy zawodnicy, którzy na ten moment mogliby zasilić szeregi KSW, czyli tacy, którzy nie mają wiążącego kontraktu z inną organizacją (zwłaszcza takiego, o którym w 100%  wiemy jak np. z UFC czy OKTAGON), nie zakończyli jeszcze kariery, nie mają ujemnego bilansu itd.

Nie znajdziecie więc tutaj zawodników chociażby UFC, Bellatora czy najlepszych europejskich organizacji, które rywalizują na rynku z KSW. Z wiadomych przyczyn nie będzie tu również reprezentantów Rosji. Nie o każdym z zawodników w 100% wiadomo jaka jest jego obecna sytuacja czy to kontraktowa czy życiowa, więc może okazać się, że któregoś z nich na tą chwilę po prostu nie można pozyskać. Zapraszam na tekst!:

 



 

1. Kaloyan Kolev (12-1)

Imponująca seria 10-ciu kolejnych zwycięstw z rzędu, którą Bułgar budował od początku swojej kariery, nie przeszła bez echa na światowym rynku MMA i w rezultacie w 2019 roku, Kolev otrzymał ogromną szansę na wejście do elity, bowiem wystąpił na gali Dana White’s Contender Series. Niestety – podbój Stanów Zjednoczonych zakończył się fiaskiem, bo to właśnie wtedy reprezentant Bułgarii zanotował pierwszą porażkę w karierze, a jego oprawcą był obecny zawodnik UFC (który notabene dołączył do amerykańskiej organizacji dzięki wygranej w tym starciu) Armen Petrosyan (8-2). Z pewnością mocno rozczarowany tym faktem Kolev, kolejne 2 pojedynki stoczył w rodzimej, bułgarskiej organizacji Max Fight, zdobywając przy okazji mistrzostwo kategorii półciężkiej i nadal śrubując swój wciąż godny podziwu bilans, który być może jest nieco „nabity” na rywalach słabszej rangi, ale nie brakuje w nim również całkiem niezłych nazwisk, których Bułgar zazwyczaj bardzo szybko odprawiał z kwitkiem. 10 wygranych przed czasem, z czego w 8 pojedynkach nie dochodziło nawet do 2 rundy i tylko 2 decyzje sędziowskie – nawet, jeśli poziomem odstawałby od czołówki KSW, to na pewno byłby gwarantem emocji i widowiskowych wymian.


2. Matej Batinić (19-5)

 

Idealny przykład na to, że nie zawsze po dłuższej przerwie na zawodniku pozostaje rdza. Batinić po tym, jak między 2014 a 2018 rokiem przegrał 4 z 5 stoczonych walk, postanowił zawiesić swoją karierę – zastanawiał się nawet nad jej całkowitym zakończeniem i skupieniu się na czymś innym. Jednak za namową bardzo dobrze prosperującej chorwackiej organizacji FNC, Matej powrócił do oktagonu w listopadzie 2022 roku i stoczył od tamtej pory już 3, zwycięskie pojedynki a w 2 z nich skończył swoich rywali już w 1 rundzie. Myślę, że śmiało może być to definicja sformułowania „powrót w wielkim stylu”. Dodając do tego naprawdę imponujący bilans, wciąż młody wiek Batinicia i ogromną popularność w Chorwacji i na całym Półwyspie Bałkańskim, propozycja kontraktu ze strony KSW byłaby bardzo rozważna, a zwłaszcza w kontekście potencjalnej gali na Bałkanach, które według słów właścicieli organizacji, są na celowniku jako jedna z zagranicznych destynacji, gdzie chcieliby zorganizować w przyszłości galę KSW.


3. Darwin Rodriguez (13-5)

Jeśli wydaje Wam się, że skądś go kojarzycie to macie rację – Hiszpan miał już bowiem okazję zawalczyć w KSW – na gali KSW 51 w Chorwacji skrzyżował rękawice z debiutującym wtedy w polskiej organizacji Ivanem Erslanem (13-2) i nie pokazał się z najlepszej strony, ba – nie pokazał się z żadnej strony, bo Erslan znokautował Rodrigueza w nieco ponad minutę. To było jednak 4 lata temu, a nie od dziś wiadomo, że 4 lata w MMA to ogrom czasu. Darwin Rodriguez jest dużo lepszym zawodnikiem, niż wskazywałby na to ten felerny występ w Zagrzebiu, a dowodem na te słowa niech będzie fakt, że od tamtej porażki, „El Noble” nie przegrał już żadnego starcia – do swojego konta doliczył za to 4 kolejne zwycięstwa, wszystkie przed czasem, z czego w 3 z nich, poddawał swoich rywali w 1 rundzie, zdobywając również przy okazji pasy mistrzowskie dwóch różnych federacji – hiszpańskiej AFL i austriackiej Vendetta Fight Night. Hiszpan wydaje się nie być w tym momencie związany kontraktowo z żadną organizacją, więc osobiście bardzo bym chciał, aby otrzymał on jeszcze jedną szansę na pokazanie się w szeregach KSW – zresztą chyba nie tylko ja, bo nawet sam Wojsław Rysiewski w kultowym już wywiadzie dla portalu InTheCage.pl powiedział, że też chętnie zobaczyłby Rodrigueza ponownie w klatce polskiej organizacji, więc kto wie – może niedługo ujrzymy Hiszpana w akcji raz jeszcze.


4. Sascha Massafra (8-1)

 

Włochy to może nie jest ulubiony kierunek KSW w kontekście kontraktowania nowych zawodników, ale Niemcy – wręcz przeciwnie, a to właśnie za naszą zachodnią granicą od dawien dawna mieszka i trenuje Massafra i również tam rozwijał do tej pory swoją zawodową karierę, walcząc dla tamtejszych, lokalnych organizacji jak chociażby EMC czy GMC. Dopiero w ostatniej stoczonej walce, „Italian Stallion” zadebiutował poza granicami Niemiec i zdecydował się na powrót do ojczyzny, żeby odnieść zwycięstwo na gali włoskiej organizacji Venator FC. 32-latek w profesjonalnej karierze przegrał jak dotąd tylko raz i było to jeszcze przed jego trwającą prawie 6 lat przerwą od startów. Tak – dokładnie na tak długi rozbrat z pojedynkami zdecydował się Massafra w 2014 roku. Powrócił dopiero w 2020 roku i od tego czasu zanotował 4 kolejne zwycięstwa z rzędu, odprawiając z kwitkiem między innymi aktualnego mistrza kategorii średniej organizacji GMC – Alexandra Wesnera (9-5). Taki skalp i dodatkowo nieźle wyglądający bilans, mógłby skusić KSW do potencjalnego zaproponowania mu kontraktu. Problemem może być jednak fakt, że Włocha ostatni raz oglądaliśmy w akcji w marcu 2022 roku, a sama częstotliwość jego występów nie jest zbyt imponująca, bo średnio 1 pojedynek na rok to stanowczo za mało jak na standardy KSW.


5. Emilio „Rixa” Quissua (4-0)

O tym chłopaku może niedługo być naprawdę głośno na światowym rynku MMA. 25-latek zawodową karierę rozpoczął zaledwie 2 lata temu, a już jest na ustach większości niemieckich kibiców. „Rixa” wygrywał już dla dwóch dużych lokalnych organizacji – NFC i GMC, a niedoszły ostatecznie pojedynek z Michaelem Smolikiem (5-2) który odbyć się miał na gali GMC 27, był bardzo intensywnie promowany przez niemieckie media i długo wyczekiwany przez tamtejszych fanów. Plany pokrzyżowała zbierające wtedy ostatnie żniwa pandemia koronawirusa, którym miał zarazić się Quissua, przez co finalnie starcie to nie doszło do skutku. Kilka miesięcy później, Niemiec otrzymał fenomenalną ofertę od organizacji UAE Warriors, gdzie w walce wieczoru nadchodzącej gali UAE Warriors 32: Africa, skrzyżował rękawice z mocno faworyzowanym Kevinem Oumarem (9-4), a stawką tego pojedynku był pas mistrzowski kategorii półciężkiej. Ku zaskoczeniu znacznej większości kibiców – Quissua już w 1 rundzie znokautował Francuza, stając się tym samym nowym mistrzem w swojej dywizji. Paradoksalnie – to właśnie ten ogromny sukces, może okazać największym problemem dla KSW, jeśli właściciele chcieliby podpisać kontrakt z 25-latkiem. Istnieje bowiem szansa, że po zdobyciu mistrzostwa UAE Warriors, Emilio związał się z emiracką organizacją na dłużej, przez co mógłby być najzwyczajniej w świecie „zablokowany” dla innych światowych federacji. Patrząc jednak na to, że pod koniec lipca, Quissua stoczy kolejną walkę w Niemczech dla znanej już sobie organizacji NFC – być może jest nadzieja, że jego umowa zezwala na toczenie starć w innych niż UAE Warriors miejscach – a to z kolei powinno wykorzystać KSW, bo doświadczenie mówi mi, że o tym zawodniku za jakiś czas będą głośno pisały światowe media.


6. Alain Van De Merckt (5-0)

Kolejny z rzędu nieoszlifowany diament, tym razem prosto z holenderskiej sceny. Co prawda, Belg jest nieco starszy niż wspomniany wyżej Quissua, bo niedawno przekroczył „magiczną” barierę 30-stu lat, ale w sportach walki to nadal bardzo dobry wiek, wręcz idealny na stawianie kolejnych kroków na ścieżce swojej kariery. W Holandii i całym Beneluksie jest o nim głośno, a tamtejsi kibice uważają Alaina za ogromny talent – i ciężko się z nimi nie zgodzić, bowiem Van De Merckt jest jak dotąd niepokonany w zawodowej karierze, a żaden ze stoczonych przez niego pojedynków, nie dotrwał nawet do 2-giej minuty – w swoim debiucie znokautował rywala, a w kolejnych 4 starciach, błyskawicznie poddawał przeciwników nie dając żadnemu z nich ani cienia szansy na przejęcie kontroli w oktagonie. „Top Boy” reprezentuje jeden z najlepszych holenderskich klubów Combat Brothers – dokładnie ten, z którego wywodzi się chociażby Reinier de Ridder i który był wielokrotnie miejscem przygotowań dla Artur Szczepaniaka i Arkadiusza Wrzoska. Do swoich walk, Van De Merckt przygotowuje się jednak w wielu, różnych miejscach, a częstymi miejscami jego treningów są dobrze nam znane kluby UFD Gym czy Atch Academy – to właśnie w tym drugim, podczas jego kilkudniowej wizyty w trakcie przygotowań, tak bardzo zaimponował obecnemu podwójnemu mistrzowi KSW Salahdine’owi Parnasse, że ten publicznie bardzo chwalił umiejętności Belga, mówiąc, że to może być talent na skalę światową. Znajomości wśród takich zawodników i rekomendacja od samego Salahdine’a Parnasse, muszą być potwierdzeniem, że mamy tutaj do czynienia z naprawdę dużej klasy fighterem, dla którego kariera dopiero co się zaczyna – oby więc KSW wykorzystało współpracę z Viaplay i dobre kontakty z organizacją LFL i zrobiło wszystko, aby podpisać kontrakt z Van De Mercktem.


7. Mikheil Sazhiniani (11-2)

Gruzja, ach.. jak tu jej nie lubić – góry, morze, wspaniała pogoda, chinkali, czacza i.. mnóstwo dobrych zawodników sportów walki. Najwyraźniej zauważyli to również właściciele KSW, bo ostatnimi czasy, w polskiej organizacji pojawia się coraz to więcej reprezentantów tego właśnie kraju. Patrząc na to, jak często okazują się to być bardzo solidni zawodnicy, pozostaje się tylko cieszyć i nadal poważnie inwestować w nabytki z tego położonego u stóp Kaukazu państwa. Tak się składa, że i w kategorii półciężkiej można tam znaleźć ciekawe wzmocnienia – a najbardziej wyróżnia się właśnie Sazhiniani. 26-latek zawodowo walczy dopiero od 2018 roku, a już ma na swoim koncie 13 stoczonych pojedynków, w których tylko dwukrotnie wychodził z klatki pokonany. Gruzin większość występów zanotował w lokalnych organizacjach, głównie w GFC – niekwestionowanym liderze tamtejszego rynku. Ma też za sobą epizodyczny występ w BRAVE, którego jednak nie będzie dobrze wspominał, bo była to właśnie jedna z dwóch walk w której przegrywał. Obecnie Mikheil zalicza serię 4 kolejnych zwycięstw z rzędu, które wygrywał przed czasem w iście dominującym stylu, z czego w jednym z tych starć, został autorem jednego z najszybszych nokautów w historii światowego MMA – na gali GFC 21 w maju bieżącego roku, znokautował swojego rywala w zaledwie.. 4 sekundy! Sazhiniani to bardzo uniwersalny fighter, potrafiący zarówno mocno uderzyć jak i bez respektu zaciągnąć przeciwnika w płaszczyznę parterową i tam poddać go jedną z wielu technik figurujących w jego arsenale. W dodatku to nadal młody, perspektywistyczny gość. Jeśli KSW naprawdę tak lubi Gruzinów, to tym facetem powinni się jak najszybciej zainteresować.


8. Márcio Breno (21-7)

 

To już nie tyle ciekawy przypadek, co wręcz ewenement – no bo jak inaczej można nazwać gościa, który w przeciągu swojej kariery, walczył w 4 różnych kategoriach wagowych? Zaczynał od półśredniej, jednak było to ponad dekadę temu, następnie przeniósł się o szczebel niżej i to właśnie w kategorii lekkiej stoczył większość bojów w zawodowej karierze – w tym również tych w organizacji ACB. Jakiś czas później, powrócił na chwilę do „ustawień fabrycznych” czyli wagi do 77kg. w której walczył do czasu przerwy, którą postanowił sobie zrobić w 2018 roku. Po blisko 3 latach, w sierpniu 2021 roku powrócił już jako pełnoprawny zawodnik dywizji półciężkiej, w której dotychczas stoczył 2 pojedynki – oba wygrywając. W międzyczasie zdążył jeszcze zaliczyć występ w wadze średniej, jednak był to jedynie epizod. Czy zatem możemy mówić o Brazylijczyku jako zawodniku kategorii półciężkiej? Patrząc na jego ostatnie boje i to, jak mu w nich poszło, myślę że jak najbardziej. Sam „Ceara” zapewne też sam zauważył, że to może być punkt zwrotny w jego karierze. Breno notuje aktualnie passę 3 zwycięstw z rzędu i wygląda na to, że nie jest związany na dłużej z żadną konkretną organizacją. Bilans 34-latka robi piorunujące wrażenie, a zawodnicy z którymi przegrał, to w znacznej większości czołówka światowego MMA. W potencjalnym angażu pomógłby też fakt, że to Brazylijczyk – a jak nie od dziś wiadomo, KSW uwielbia zawodników z tego kraju, a w dodatku jakiś czas temu, właściciele polskiej organizacji nawiązali współpracę z brazylijską stacją Combate Global. Tak uniwersalny fighter jak Márcio Breno, mógłby być sporym wzmocnieniem w KSW – i to nie tylko w wadze półciężkiej.


9. Michał Dreczkowski (3-0)

 

Na tej liście nie mogło zabraknąć reprezentanta Polski, których zaskakująco niewiele dostępnych jest w tej kategorii wagowej. To znaczy pewnie – są, ale albo zakontraktowani w innej federacji, albo będący w złym momencie swojej kariery – jednak Michał Dreczkowski spełnia kryteria, pozwalające na jego ewentualny angaż w KSW. Niepokonany dotychczas w zawodowej karierze 23-latek, to aktualny mistrz wagi półciężkiej bułgarskiej organizacji RPC. Pod skrzydłami trenera Andrzeja Kościelskiego w poznańskim klubie Ankos MMA, Michał ma na co dzień okazję trenować z najlepszymi zawodnikami wagi półciężkiej w tej części świata, co z pewnością wpływa pozytywnie na rozwój jego kariery. Polak być może kolejny pojedynek stoczy dla organizacji STRIFE, która zapowiada w tym roku jeszcze 2 galę, jednak zarówno to jak i bycie mistrzem RPC nie powinno mieć dużego wpływu na ewentualne podpisanie kontraktu z KSW przez Dreczkowskiego.


10. Kamen Georgiev (28-13-1)

Chodząca definicja sztuk walki, człowiek, który próbował swoich sił chyba w każdej dyscyplinie sportów uderzanych. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto jest złotym medalistą mistrzostw świata w submission wrestling, dwukrotnym złotym medalistą mistrzostw świata w Sanda a także mistrzem świata i wielokrotnym medalistą mistrzostw Europy w Sambo. Do tego posiada jeszcze czarny pas w Judo i jest trenerem kadry narodowej Bułgarii w submission wrestling. W międzyczasie od tych wszystkich zawodów, od 2007 roku spełnia się również jako pełnoprawny zawodnik MMA, tocząc walki głównie w lokalnych, bułgarskich organizacjach. Przez całą zawodową karierę, nazbierał już na swoim koncie ponad 40 pojedynków, z czego ponad połowa padła jego łupem. Ciężko nie zgodzić się z faktem, że zdecydowana większość jego rywali, była z góry skazana na porażkę, ale Georgievowi nie brakuje również mocniejszych nazwisk na rozkładzie. Swój ostatni bój stoczył całkiem niedawno, bo na początku czerwca na gali RPC 5, gdzie niejednogłośną decyzją sędziów przegrał z Pavelem Milevem. Wcześniej jednak notował passę 3 wygranych z rzędu. 41-latek to chodząca encyklopedia sportów walki. Jeśli jego wiek nie stanowi jeszcze dla niego przeszkody, to mógłby spróbować na koniec kariery zawojować w KSW. Nie spodziewałbym się po nim mistrzowskiej formy i świetnych wyników, ale w przypadku ewentualnej gali na Bałkanach, nawet taki jednorazowy występ mógłby być niezłą opcją biznesową.


11. Marcos Brigagão (16-6)

 

Tajemnicą nie jest, że Brazylia to od lat prawdziwa kopalnia zawodników – nic dziwnego, w końcu MMA zrodziło się z nieco wymarłej już brazylijskiej formuły Vale tudo. Dodając do tego prawie 217 milionów obywateli zamieszkujących „kraj kawy”, dostajemy ogromny wybór zawodników z wszelkich dyscyplin i kategorii wagowych. Drugą propozycją z tego właśnie kraju, którą zdecydowałem się umieścić na tej liście, jest 27-letni Brigagão. Pochodzący z Rio de Janeiro zawodnik, największy sukces w karierze miał okazję osiągnąć w 2019 roku, kiedy to będąc jeszcze niepokonanym na zawodowej scenie, wszedł do klatki wydarzenia Dana White’s Contender Series i potencjalny angaż w UFC miał na wyciągnięcie ręki. Niestety – los miał chyba nieco inne plany, bowiem Brigagão po równej walce ostatecznie przegrał jednogłośną decyzją sędziów z Jamalem Poguesem (10-3) i marzenia o najlepszej lidze świata, musiał odstawić na boczny tor. Marcos po tamtej porażce wrócił do ojczyzny, gdzie toczy swoje pojedynki do dnia dzisiejszego – z dwoma epizodycznymi występami na rosyjskich galach BFC i OFC. Brazylijczyk od czasu tego pamiętnego występu na DWCS, obniżył nieco loty, wygrywając i przegrywając po 5 pojedynków. W jednym z wywiadów, którego udzielił brazylijskimi mediom powiedział, że jego aktualnym na tamten moment celem, jest zdobycie pasa kategorii półciężkiej organizacji SFT – udało mu się nawet dojść do mistrzowskiej walki o to właśnie trofeum, jednak pech ponownie mu nie pomógł i 27-latek musiał uznać wyższość Irwinga Machado (19-11-2). Skoro nie udał mu się podbój Brazylii, to dlaczego by nie spróbować zawojować Europy? Jest w idealnym wieku, żeby popchnąć swoją karierę do przodu, ma doświadczenie większe niż nie jeden weteran, a styl walki jaki prezentuje, z pewnością ucieszyłby oko polskiego kibica – w końcu 15 z 16 wygranych walk, kończył przed czasem – i zazwyczaj była to 1 runda. Nawet jeśli nie sprawdziłby się na najwyższym poziomie w KSW, to na pewno nadrobiłby efektownością w swoich występach.


12. Bruce Souto (16-5)

 

Zostajemy w Brazylii, bo o to kolejne mocne nazwisko z tego kraju. Jeśli odnosisz wrażenie, że coś Ci świta to nic dziwnego – Brazylijczyka można kojarzyć nie tylko ze względu na jego występy na galach dużych organizacji tj. ACB czy PFL, ale również z tego, że na KSW 46 miał być przeciwnikiem Borysa Mańkowskiego (22-11-1). Nie, to nie moja pomyłka – otóż Souto w tym czasie był zawodnikiem kategorii półśredniej i to właśnie w wadze do 77kg. był zakontraktowany jego pojedynek z Polakiem. Ostatecznie do tego starcia nigdy nie doszło, bo „Diabeł Tasmański” doznał kontuzji na ostatniej prostej, a zastępstwa dla Brazylijczyka nie udało się znaleźć. Był to zarazem pierwszy i jedyny jak dotąd kontakt „Soldado de Cristo” z polską organizacją. Niedługo później, stoczył on wygrany pojedynek na jednej z lokalnych gal w Brazylii, po czym zrobił sobie 2-letnią przerwę od zawodowych startów. Wrócił w 2021 roku, już jako pełnoprawny zawodnik dywizji półciężkiej i po zwycięstwie odniesionym na gali LFA 105, podpisał kontrakt z organizacją PFL, gdzie brał czynny udział jako zawodnik sezonu 2022. Po wygranej i dwóch porażkach, jego umowa z amerykańską ligą MMA zakończyła się, a sam Bruce zdecydował się raz jeszcze na powrót do Europy – na gali zaprzyjaźnionej z KSW czesko-słowackiej organizacji RFA odprawił z kwitkiem Vojtecha Garbe (8-4). Może warto by było wykorzystać dobre relacje z Real Fight Arena i po raz kolejny zaproponować Souto jakiś pojedynek pod szyldem KSW? To naprawdę mocne nazwisko i ktoś, kto mógłby sporo namieszać w kategorii półciężkiej.


13. Mario Žgela (6-2)

Niech nie zmyli Was skromny bilans na koncie Chorwata, bo w tym przypadku mówimy o zawodniku, którego chciałaby mieć u siebie nie jedna, mocna organizacja. Žgela na Bałkanach jest uważany za jeden z największych talentów tamtejszej sceny wagi ciężkiej i półciężkiej i bez wątpienia – są powody, żeby tak uważać! 26-latek przegrał w karierze jak dotąd 2 starcia – pierwsze z nich było jego zawodowym debiutem i miał wtedy tylko 20 lat. Drugi raz został poddany z rąk Łukasza Sudolskiego (10-2) podczas gali Babilon MMA 15. Warto jednak spojrzeć na pozostałe walki Mario Žgeli, bo każdą z nich młody Chorwat kończył bardzo szybko – dla przykładu: bardzo doświadczonego Adama Kowalskiego (14-7-1), z którym zmierzył się podczas gali FEN 37 – ciężko znokautował w nieco ponad minutę. Žgela to zawodnik kompletny, potrafi zarówno poddać jak i znokautować i bardzo dobrze wykorzystuje swoje naprawdę niezłe warunki fizyczne. Mankamentem może być fakt, że po raz ostatni oglądaliśmy go w akcji 1.5 roku temu – miał co prawda zaplanowaną walkę jeszcze nieco później, bo na odbytej w czerwcu 2022 roku gali FNC 6 – aczkolwiek finalnie do jego boju z Yannickiem Bahatim nie doszło. Jeśli kontrakt z FEN przestał już go obowiązywać – a wygląda na to, że przestał – to KSW powinno zarzucić sidła na angaż Chorwata. Młody, efektowny, skuteczny i w dodatku zna już polski rynek – może w przyszłości taki transfer dojdzie do skutku, bo nawet sam Wojsław Rysiewski wyraził chęć zakontraktowania Žgeli.


14. Michael Smolik (5-2)

W Polsce w obecnych czasach, to YouTuberzy czy szerzej znani influencerzy stają a raczej próbują stać się zawodnikami – wszystko za sprawą freak fightów, które to umożliwiły osobom nie związanym wcześniej ze sportem spróbować swoich sił w oktagonie. W Niemczech mamy przypadku zupełnie odwrotny – to profesjonalny zawodnik, jakim jest Smolik, postanowił zostać YouTuberem – i wychodzi mu to może nawet lepiej, niż walki w klatce! Smolik na swoim głównym kanale, ma na koncie ponad 800 tysięcy subskrybentów (!) a sporo jego filmów ma po kilka milionów wyświetleń. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze blisko pół miliona obserwujących na Instagramie i 200 tysięcy na Facebooku. To są niezwykle imponujące liczby, nic więc dziwnego, że Smolik jest z dużą dozą prawdopodobieństwa najpopularniejszym zawodnikiem MMA w Niemczech. Sportowa kariera 31-latkowi nie idzie może tak dobrze jak ta medialna, ale z drugiej strony – dopiero ją zaczyna. W MMA startuje bowiem dopiero od 2021 roku, jednak olbrzymim atutem reprezentanta Niemiec jest bardzo bogate doświadczenie w kickboxingu, bo to w tej formule od młodzieńczych lat szlifował swoje umiejętności i toczył zawodowe pojedynki – ba, nie tyle toczył, co wygrywał i to dosłownie.. wszystkie z nich! Bilans kickboxerski 32-0 który ma na swoim koncie Smolik jest nie lada osiągnięciem, a w czasie jego budowania udało mu się nawet zawalczyć w absolutnym świadomym liderze tej dyscypliny, czyli organizacji GLORY. Czynnikiem przemawiającym chęć ewentualnego podpisania kontraktu z KSW przez Smolika jest jego pochodzenie – otóż tak, nazwisko to nie przypadek. Były utytułowany zawodnik taekwondo i wielokrotny reprezentant Polski, jego ojciec – Jan Smolik, to Polak z krwi i kości. Można się domyślić, że Pan Jan bardzo by chciał, żeby jego syn mógł pokazać swoje umiejętności przed tysiącami rodaków.


15. Vojtéch Garba (8-4)

27-letni Czech to jeden z najlepszych zawodników kategorii półciężkiej na tamtejszym rynku, choć jego przeciętny bilans może mówić co innego. Nic bardziej mylnego – wynika on po prostu z tego, że Garba nie próżnuje i akceptuję każdego przeciwnika, jaki w danym momencie zostanie mu zaproponowany. Na przestrzeni całej dotychczasowej kariery, przegrywał 4-krotnie, dwie porażki zaliczając na początku swojej przygody z MMA dobrych kilka lat temu, jedną z aktualnym zawodnikiem Cage Warriors – Jesse Urholinem (8-1), jeszcze za czasów gdy występował w kategorii średniej i ostatnią z wymienionym wyżej Bruce’m Souto (15-5) podczas jednej z gal organizacji RFA, z którą związany jest do tej pory. Zważywszy na to, że istnieje niepisana współpraca na linii KSW – RFA, zapewne nie byłoby problemu, żeby „Śląski Rycerz” mógł czynnie występować również w polskiej organizacji. Notabene – jego ringowy przydomek nie wziął się znikąd – Garba mieszka i trenuje w przygranicznej Ostrawie, o której KSW dość głośno mówiło w kontekście ewentualnej, przyszłorocznej gali w Czechach.

Patryk Goryluk

dla MMA – bądź na bieżąco 

Dodaj komentarz